Pokaż wyniki od 1 do 10 z 13

Wątek: Ghost Recon: Future Soldier - Recenzja

Widok wątkowy

Poprzedni post Poprzedni post   Następny post Następny post
  1. #1
    Awatar Wredny
    Dołączył
    Jan 2012
    Posty
    1,957
    Post Thanks / Like
    Wpisów
    1
    Siła reputacji
    61
    Gamer IDs

    PSN ID: WrednyPL

    Ghost Recon: Future Soldier - Recenzja

    Na wstępie zaznaczę, że podchodziłem do tej gry, niczym przysłowiowy "pies do jeża". Zapowiedzi zupełnie mnie nie grzały, trailery oglądałem jednym okiem i ogólnie znajdowałem masę powodów, byle tylko oszczędzić dwie stówki (ot, choćby paleta barw - jakaś taka niebieskawa). Będąc jednak w zaprzyjaźnionym sklepiku, poniekąd "z braku laku" (czekałem wtedy na coś innego, ale że tego nie było...) postanowiłem spróbować nowego dzieła Ubisoftu.




    MULTIPLAYER


    Ja wiem, że w większości recenzji multi znajduje się pod koniec lub nawet w osobnej ramce, ale po pierwsze - to JA tutaj rządzę a po drugie to od tego trybu zacząłem swoją przygodę z tym tytułem, więc poznacie moje wrażenia odtworzone z należytym przywiązaniem do realiów historycznych (poza tym jest to pierwsza opcja w głównym menu).

    Po odpaleniu i zainstalowaniu wszelkich pierdół typu UPlay (które tu "robi" za online pass) czy też Ghost Recon Network (odpowiednik Battleloga z BF3) naszym oczom ukazuje się ubogie (przywodzące na myśl poprzedniego MoHa) menu z dość standardowym zestawem opcji - można dołączyć do czyjejś gry (np do przyjaciela z listy znajomych), odpalić szybki meczyk, edytować wygląd swego wojaka (trzy klasy - Rifleman, Engineer i Scout), bądź też wybrać jeden z czterech (a po kupieniu DLC - jeden z sześciu) rodzajów potyczek sieciowych. Każdy z tych trybów to świetnie przemyślana i w żadnym wypadku nie odtwórcza sprawa. Nawet Conflict, któremu najbliżej do tradycyjnego Team Deathmatch, jest tutaj dość specyficzny.

    Otóż GRFS, jak żaden inny shooter na rynku (porównuję z FPSami, bo ma z nimi wiele wspólnego) stawia na grę zespołową, odpowiednio do niej zachęcając poprzez hojne nagradzanie punktami właśnie takich akcji. Nawet zwykły respawn na koledze ze składu to punkty dla obydwu (!) graczy, biorących w tym udział. A czym objawia się ta wspomniana "specyficzność" trybu Conflict? Otóż nie wystarczy mieć na koniec meczu większej ilości fragów niż drużyna przeciwnika - na każdej mapie pokazuje się pewien punkt, określany mianem Objective, który należy przejąć i później bronić przed odbiciem go przez przeciwnika - za każde takie udane przetrzymanie gra nagradza nasz zespół (i nas samych) sporą ilością punktów - wygrywa ten zespół, który uzbiera ich najwięcej ( w przypadku remisu decydują fragi, asysty itp). Objectives to jednak coś więcej niż zwykłe flagi - punkty te mają konkretne zastosowanie i przejęcie jednego z nich, oprócz podwyższenia wyniku przynosi także inne korzyści - np przejęcie skrzynki amunicji pozwala na ciągłe zaopatrzenie a impuls elektromagnetyczny dezaktywuje na krótko całą elektronikę przeciwników (w tej grze technologia jest bardzo ważna - więcej o tym w opisie kampanii singlowej).Takie rozwiązanie ma sporo zalet - mecze są intensywne (8 na 8), ponieważ punkt zapalny jest jasno określony gracze nie biegają bez sensu po mapie, śrubując swojego osobistego killstreak'a bo w ostatecznym rozrachunku wysokie K/D ratio może nie wystarczyć na zajęcie innego niż ostatnie miejsca w drużynie - jak już pisałem - zespołowe akcje mają najwyższy priorytet i punktację. Ciekawym pomysłem jest hackowanie przeciwnika - jeśli ranimy (trudno) lub porazimy prądem (dużo łatwiej) przeciwnika, możemy nad nim przykucnąć i rozpocząć procedurę hackowania jego osobistego komputerka PDA - podczas tej czynności jesteśmy bezbronni, więc lepiej mieć kumpla do ochrony, ale udane hackowanie to sporo punktów i ogromna pomoc drużynie - ujawnia pozycję wszystkich, aktualnie żyjących przeciwników (podświetleni na czerwono, widać ich nawet przez ściany).

    Pozostałe tryby to Decoy - wojenny odpowiednik gry "w trzy kubki" - na mapie pojawiają się trzy punkty, które należy zhackować, by otrzymać koordynaty miejsca do podłożenia ładunku wybuchowego - problem w tym, że dwa z trzech tych punktów to właśnie tytułowa przynęta - tylko jeden zawiera dane celu.

    W trybie Saboteur na środku mapy pojawia się walizka z bombą, którą trzeba podnieść, zanieść do bazy przeciwnika i zdetonować - wygrywa ta drużyna, która dokona tego najszybciej.

    Tryb Siege to z kolei krótsza wersja Conflict - z jednym, stałym Objective i bez respawnów - wygrywa drużyna, która pierwsza zhackuje punkt, albo wybije całą drużynę przeciwną.

    Podsumowując - gra się świetnie. Można by rzec, że GRFS to FPS zamknięty w formule TPP (a teraz powtórzcie to zdanie szybko parę razy - najlepiej osobie nie znającej się na grach - pomyśli, że skończyliście jakieś studia) - mecze są szybkie, intensywne (choć zdarzają się za duże mapy) a mechanika gry z perspektywy trzeciej osoby tylko dodaje starciom smaczku - animacje przeskakiwania przez przeszkody, rzucanie się na glebę czy atak wręcz - to wszystko przynosi jakże potrzebny powiew świeżości do multiplayerowych zmagań w strzelaninach. Oczywiście gra nie ustrzegła się w tym temacie paru niedociągnięć. Na pewno największym jest strasznie widoczny brak wiary Ubisoftu, że to multi "może chwycić". Z jednej strony mamy stronę Ghost Recon Network, wzorowaną na największych (ELITE i Battlelog), choć aktualnie dla konsol nie działającą (nie wiedzieć czemu) a z drugiej strony brak dedykowanych serwerów, a przez to czasami lagi i dość częste migracje hosta skutecznie psują dobrą zabawę. W samej rozgrywce też wprowadziłbym kilka kosmetycznych poprawek - np killcam może i jest funkcjonalny, ale przypomina bardziej rozwiązanie tymczasowe (np z wersji BETA) i najwyraźniej zabrakło już czasu, by to poprawić. Na plus zdecydowanie gra zespołowa (mając zgraną ekipę można robić naprawdę fajne akcje - każdy kij ma jednak dwa końce - z randomami można nieźle oberwać po tyłku), działająca bez zarzutu komunikacja głosowa (ja wiem, że to powinien być standard, ale ostatnio na PS3 słabo jest w tym temacie, więc jest to godne podkreślenia) i kilka nowości, które świetnie komponują się ze standardowymi motywami ze strzelanek.

    Z trybem multiplayer w GRFS wiąże się też kolejny ciekawy patent - otóż grę wyposażono w system motywacyjny, przypominający Autologa z NFS Hot Pursuit. Po zagraniu paru meczy (i posiadaniu na liście znajomych ludzi, którzy również w to grali) na dole ekranu pojawia się napis, że "XXX (tu wstaw imię swojego kumpla) jest super medykiem bo uleczył kolegów 67 razy więcej niż Ty" - wkurzające, nie? Twórcy wiedzą, co robią. Mało tego - codziennie system losuje osiągnięcia jednego z Waszych znajomych i podsyła Wam w formie wyzwania (a gdy aktualnie nie macie nikogo - podsyła Wam Wasz własny wynik do wyśrubowania) np "XXX w ostatnim meczu ustrzelił 6 headshotów - pobij to". Taki challenge możemy zaakceptować i po pobiciu, oprócz dodatkowej ilości punktów możemy go odesłać kumplowi do dalszego pobicia - jest nawet trofeum za odsyłanie w tą i z powrotem pięciokrotnie.

    Oprócz standardowego multiplayera, opierającego się na rywalizacji z innymi mamy także zestaw sześciu (DLC powiększa go o trzy kolejne) mapek w trybie Guerrilla, który polega na odpieraniu kolejnych (max. 50) fal przeciwników, w towarzystwie trzech znajomych lub z kumplem, na podzielonym ekranie (lub mix tych dwóch rozwiązań) - gra się bardzo fajnie, bywa wymagająco, choć wkurza trochę przeprogramowanie respawnu przeciwników - przygotowujesz się na nadejście kolejnej fali a postanowiłeś nie trzymać się kurczowo domku, którego masz bronić - musisz liczyć się z tym, że przeciwnik pojawi się... NA TWOJEJ GŁOWIE - możecie sobe wyobrazić moje zdziwienie, gdy nagle znalazłem się na glebie ponieważ ze ściany obok wyszedł koleś z shotgunem. Oprócz tych drobnych wpadek tryb Guerrilla to solidna dawka zabawy w towarzystwie znajomych i jako przyjemny odstresowywacz sprawdza się doskonale.

    Pozostając w temacie co-op'a należy wspomnieć, że również całą kampanię można "zaliczyć" w towarzystwie kumpli, choć osobiście ze względu na luźny klimat takich spotkań, odradzam - przynajmniej jeśli chodzi o pierwsze przejście - zbyt fajny klimat panuje podczas misji a hałasujący kumple zdecydowanie mu szkodzą.



    KAMPANIA


    Wiem, że większość graczy lubujących się w strzelaninach olewa singlowe potyczki - umówmy się - najnowsze shootery (czyli praktycznie wszystkie po premierze Call of Duty 4 Modern Warfare) posiadają ten tryb tylko po to, by stosowną wzmiankę umieścić na odwrocie pudełka - maksymalnie poskryptowane, samoprzechodzące się, korytarzowe celowniczki na szynach(np. Killzone 3) to zdecydowanie nie jest mój ulubiony sposób rozgrywki - zwyczajnie obraża mnie, jako gracza z wieloletnim stażem, mającego ambicję być w grach kimś więcej niż tylko palcem naciskającym spust kolejnych giwer. Czy w najnowszym Ghost Recon jestem kimś więcej? Hmm... Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. W grze Ubisoftu jestem... kozakiem a nawet Kozakiem, ponieważ takie właśnie nazwisko nosi jeden z czterech członków elitarnego oddziału Duchów (tytułowy Ghost Recon), którym przyjdzie nam towarzyszyć podczas ich emocjonującej przygody.

    Początek gry zabiera nas w upalne rejony środkowej Ameryki a konkretnie do Nikaragui, gdzie jesteśmy świadkami zatrzymania podejrzanego transportu i wybuchu bomby, zabijającej cały oddział Duchów - ten mocny początek to również tutorial, w którym poznajemy ekwipunek i podstawy sterowania. Po dramatycznych wydarzeniach z prologu zostajemy w Ameryce łacińskiej i wraz z innym oddziałem Ghostów wyruszamy do Bolivii, śladem przejazdu bomby, aby odkryć, kto za tym stoi i wymierzyć sprawiedliwość w iście amerykańskim stylu, po drodze odwiedzając kilka naprawdę klimatycznych miejsc z Zambią, Gruzją i Rosją na czele. Jeśli w tym momencie przed oczami macie obraz wybuchu nuklearnego a na jego tle amerykańskiego żołnierza z flagą w paski i gwiazdki to muszę sprostować - to nie jest Call of Duty. W temacie przedstawianych wydarzeń i autentyzmu zachowań naszej jednostki , Ghost Recon Future Soldier ma zdecydowanie najbliżej do poprzedniego Medal of Honor z tym, że tutaj kampania to solidne 10 godzin zamiast śmiesznych czterech. Jeśli chodzi o samą fabułę to jest bardzo dobrze i mimo sporego rozrzutu zwiedzanych miejscówek, historia jest sensowna i wciągająca a zakończenie (włączając w to końcówkę ostatniej misji, która jest jednym wielkim breachingiem - wypas) świetne i satysfakcjonujące. Zawstydzimy nawet Felixa Baumgartnera, gdyż okazuje się, że to Kozak pierwszy wykonał skok ze stratosfery - i nie potrzebował do tego czterdziestu podpunktów, ani sponsora z czerwonym bykiem.

    Podtytuł Future Soldier nie znalazł się tutaj bez powodu - gra toczy się około 20 lat w przyszłości (nie jest to sprecyzowane) i mimo, że świat za bardzo się nie zmienił a samochody nadal jeżdżą zamiast latać to technika militarna zdecydowanie poszła do przodu. Nasz oddział dysponuje sensorami ruchu, które ujawniają pozycje wroga (nawet przez ścianę), latającym dronem zwiadowczym, który świetnie sprawdza się podczas namierzania celów czy też najważniejszym gadżetem - Cloaking Device, czyli kamuflaż optyczny a'la Predator - to wszystko sprawia, że walki nabierają zupełnie nowego wymiaru a wykorzystywanie tych wszystkich dobrodziejstw techniki szybko wejdzie Wam w krew (co też sprytnie wykorzystają później twórcy gry, odbierając Wam te wszystkie cudeńka na chwilę). W temacie pukawek nie znajdziemy tu może jakichś nowinek, ale na uwagę zasługuje system kustomizacji swojej wymarzonej giwery (zarówno w multi jak i w singlu) - każdą broń możemy rozebrać na czynniki pierwsze i wymienić, co nam się żywnie podoba - jeśli nie jesteśmy pewni, czy zmiany wpłynęły pozytywnie na jej osiągi, w każdej chwili możemy ją złożyć i udać się na poligon, by na strzelnicy przetestować efekt naszego tuningu - świetny patent.

    Nie samym sprzętem człowiek żyje, więc czas na słów kilka o bohaterach tych niezwykłych wydarzeń. Paradoksalnie mimo tych wszystkich futurystycznych gadżetów i przyszłościowego umiejscowienia akcji, GRFS jest najbardziej realistyczną i autentyczną, wojskową strzelaniną, w jaką grałem na konsoli - a wszystko dzięki naszym dzielnym wojakom z oddziału. Pieczołowitość, z jaką odwzorowano ich ruchy, gesty, sposób trzymania broni czy poruszanie się to małe mistrzostwo świata. Gra na każdym kroku podkreśla elitarne wyszkolenie Duchów, serwując nam niezwykle klimatyczne animacje otwierania różnych drzwi, bram czy przygotowań do tzw "breachingu" czyli włamu (efektowne slo-mo) - sposób, w jaki wzajemnie się osłaniają, poklepują po plecach czy pomagają sobie wzajemnie pokonać jakąś przeszkodę, budzi sympatię i... szacunek - tak, ja naprawdę zżyłem się z tym oddziałem, w czym oprócz tych wszystkich animacji, pomagają również fajnie zmontowane (ale dość surowe) cut-scenki i kapitalne rozmowy radiowe na polu walki (znów podobnie, jak w Medal of Honor). Inteligencja naszych kompanów spisuje się bez zarzutu do tego stopnia, że grając z AI mamy dużo łatwiej, niż z kolegami po sieci. Naszym ziomkom ze składu nie zdarza się utknąć za jakimś kamieniem, nie strzelają w powietrze, sprawnie zajmują pozycje do strzału, nie dają się wykryć (co jest trochę przegięciem, bo mnie mimo kamuflażu widzą z 10 metrów a oni bezkarnie przemykają wrogowi niemalże po stopach) i nie chybiają podczas sync-shotów - jednym słowem - ideał. Z jednej strony to fajnie, że nie musimy nikogo niańczyć, ale z drugiej to trochę nie fair w stosunku do niezbyt rozgarniętych przeciwników - polecam ustawić poziom trudności na ELITE - podczas niektórych strzelanin adrenalinka radośnie skacze w górę.

    Sama rozgrywka jest dość liniowa i schemat jest podobny do innych strzelanin na rynku, ale gra w sprytny sposób tworzy iluzję swobody poprzez odpowiednie dawkowanie akcji i częste zmiany natężenia jej. Większość misji przechodzimy powoli i ostrożnie, niczym w rasowej skradance - bo też i gra do tego zachęca - po co mamy strzelać do dwudziestu wrogów, którzy niechybnie przybiegną, kiedy usłyszą odgłosy zadymy, jak możemy cichaczem wyeliminować tych ośmiu, którzy aktualnie nam przeszkadzają i spokojnie przemknąć dalej?

    W odróżnieniu od poprzednich, bardziej taktycznych odsłon serii, mechanika rozgrywki to typowa strzelanina TPP z obowiązkowym cover-systemem (dynamicznym i niezwykle intuicyjnym, należałoby dodać), przeskakiwaniem przez osłony i kamerą z nad ramienia. Urozmaiceniem standardowej rozwałki jest odpowiednie wykorzystanie, wspomnianych gadżetów. Na rekonesans najlepiej wysłać zdalnie sterowanego drona, wyposażonego w kamerę na podczerwień - po ogarnięciu pola walki możemy zaznaczyć interesujące nas cele i czekać na namierzenie ich przez naszych kolegów z drużyny (maksymalnie trzy na raz) - kiedy już będą gotowi wydajemy im rozkaz (lub strzelamy sami, jeśli namierzyliśmy cztery cele) i wtedy następuje tzw. Sync Shot - czyli strzał synchronizowany, eliminujący w efektownym slow motion kilku przeciwników na raz. Oczywiście musimy brać pod uwagę, czy koledzy przyszłych sztywniaków czasem nie patrzą w stronę miejsca zbrodni lub też po dokonanym zabójstwie przypadkiem nie potkną się o zwłoki swoich kumpli, uskuteczniając rutynowy patrol - skutecznie urozmaica to rozgrywkę i daje wspomnianą już iluzję swobody, zwłaszcza że obszary, na których zmierzymy się z przeciwnikami są całkiem spore i często oferują kilka dróg do celu, zachęcając do kombinowania.
    Czasem jednak twórcy zabierają nam kontrolę i swobodę na rzecz bardziej efektownych akcji, ale nawet jeśli gra przeradza się momentami w strzelaninę na szynach to czyni to w taki sposób, że ja poproszę o więcej - już w pierwszej misji, kiedy odbijemy zakładnika - Kozak łapie gościa pod pachę i razem z resztą oddziału przedziera się przez boliwijskie miasteczko do punktu ewakuacyjnego. W tym czasie gracz przejmuje kotrolę nad jego... ręką, wyposażoną w pistolet z tłumikiem i oprócz oglądania efektownych skryptów (znów kapitalne animacje i pokaz wyszkolenia), eliminuje nadbiegających wrogów, starając się nie trafić panicznie biegających cywili - strzelanina "na szynach" na piechotę? Tego jeszcze nie grali. Owszem, ze dwa razy zasiądziemy za działkiem typu vulcan, ale nawet wtedy efekciarswo nie wykracza poza ramy zdrowego rozsądku - jest sympatycznie i nie burzy klimatu a wręcz dodaje mu kolejnego smaczku.



    JAK WYGLĄDAJĄ DUCHY I CZY ROBIĄ "UHUHU"? - CZYLI GRAFIKA I DŹWIĘK


    W temacie dźwięku sprawa jest prosta - jest bardzo dobrze. Począwszy od świetnego motywu muzycznego, przygrywającego nam w tle, poprzez odgłosy wystrzałów, wybuchów a na świetnych odprawach i dialogach pomiędzy żołnierzami kończąc (gadki podczas misji, namierzanie celów itp - mistrzostwo) - nie jest to poziom BF3 ani RAGE, niemniej jednak wszystko jest na swoim miejscu.

    Jeśli chodzi o grafikę to jest kilka zgrzytów, choć ogólnie gra prezentuje się nad wyraz ładnie. Największym problemem jest chyba nadmierna sterylność miejscówek - nie jest to nagminne, ale w niektórych lokacjach człowiek oczekiwałby większego syfu a tutaj jest czasem zbyt pusto i sztucznie. Mimo dość specyficznego stylu graficznego, większość miejsc przez nas odwiedzanych jest wykonana bardzo dobrze a są też takie, które urzekają swym wyglądem (Nigeria i okolice starej rafinerii, druga misja w Zambii i pustynia, Rosja w śniegu czy najbardziej sugestywna ulewa w grach video, podczas misji w Gruzji). O naszych wojakach pisałem już wcześniej, dodam jeszcze, że oprócz świetnej ich animacji, modele postaci są dość szczegółowe, widać różne elementy ekwipunku, naszywki na mundurach czy informacje wyświetlane na soczewkach okularów - przyczepiłbym się jedynie do braku interakcji żołnierzy z wodą - ani ona nie wpływa na wygląd munduru (chętnie zobaczyłbym np. mokre nogawki, jak w Uncharted) ani żołnierz na jej taflę - ja rozumiem, że to "duchy", ale jakieś fale mógłby jednak wzbudzać, bo zanurzony po pas Kozak wygląda sztucznie, jakby ucięło mu dolną partię ciała. Przerywniki filmowe także wypadają dość biednie. Owszem całość ma świetną, wojskową historyjkę a filmiki pociągnięte są fajnym filtrem, imitującym kurz i zabrudzenia soczewki, ale modele postaci to tragedia - proste manekiny z rozbieganymi oczkami - dobrze, że montaż jest fajny a taki przerywnik z zamachu w Londynie to reżyserskie arcydzieło, nawet mimo manekinów. Jak widzicie - pierdoła, nie wpływająca na rozgrywkę, ale wspomnieć należy.



    MISSION ACCOMPLISHED?


    Zdecydowanie tak. To jedna z niewielu tak dopracowanych w każdym aspekcie gier, która dla mnie jest jednym z największych zaskoczeń tego roku. Sensowna, wciągająca nosem wszystkie CoDy, MoHy, BFy i Killzone'y kampania na 10 godzin, którą możemy przejść również w kooperacji, tryb Guerrilla dla szukających szybkiej rozwałki i świetny, wypełniony świeżymi patentami tryb multiplayer, który dla mnie jest rewelacją tego roku i pokonał nawet BF3 - gra kompletna, bez dwóch zdań. Dodatkową zachętą może być polska wersja językowa, którą z recenzenckiego obowiązku odpaliłem (kinówka - napisy) i przeżyłem - obyło się bez wpadek, wojskowy żargon brzmi autentycznie i tylko szkoda (dla osób nie znających angielskiego), że napisy obejmują zaledwie dialogi kluczowe dla misji - wszystkie inne rozmówki naszych wojaków, tak przeze mnie wychwalane, niestety pozostały bez napisów. I znów - kolejna pierdoła, nie mająca negatywnego wpływu na rozgrywkę - i tak jest z całą grą - nie ma się za bardzo do czego przyczepić.
    Szkoda tylko, że Ubisoft całą swoją kasę pakuje w serię Assassin's Creed - przez to GRFS przeszedł praktycznie bez echa a na pewno nie zaistniał w świadomości grających w CoDa czy BF3 - a szkoda, bo moim zdaniem wygrywa z obydwiema najnowszymi odsłonami tych serii. I nawet kiedy nadejdzie Black Ops 2, z tymi swoimi gadżetami i robocikami a'la Skynet, pamiętajcie - Future Soldier było pierwsze i mimo tych przyszłościowych bajerów pozostało grą o wyjątkowym oddziale żołnierzy - BO2 będzie bajką SF bez większego sensu, ale kto kupuje CoD dla trybu single player? No właśnie, a Ghost Recon warto - choćby dla samej kampanii - polecam.


    ZALETY: świetna kampania, mocne multi, customizacja broni, grafika

    WADY: lekka liniowość, drobne niedoróbki graficzne, servery w multi


    OCENA: 9/10
    Ostatnio edytowane przez Wredny ; 02-11-2012 o 22:25

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •