Pokaż wyniki od 1 do 7 z 7

Wątek: Need for Speed: Most Wanted - Recenzja

Widok wątkowy

Poprzedni post Poprzedni post   Następny post Następny post
  1. #1
    Awatar Wredny
    Dołączył
    Jan 2012
    Posty
    1,957
    Post Thanks / Like
    Wpisów
    1
    Siła reputacji
    61
    Gamer IDs

    PSN ID: WrednyPL

    Need for Speed: Most Wanted - Recenzja

    NEED FOR SPEED MOST WANTED


    Nie jestem fanem gier wyścigowych... Albo inaczej - nic do nich nie mam, ale brak odpowiedniego skilla powoduje, że zdecydowanie nie są moją pierwszą opcją zakupową. W swojej dłuuuugiej przygodzie z grami video mógłbym wymienić może z dziesięć tytułów ścigałek, które zawładnęły mym sercem i z radością poświęcałem swój czas na masterowanie wyników i walkę o kolejne pozycje - dziewięć z tych dziesięciu to zamierzchła przeszłość pierwszego i drugiego PlayStation a także jeszcze dalej - AMIGA 600. Zaledwie jeden tytuł z obecnej generacji był w stanie zmieścić się w tej dziesiątce debeściaków. Ba! Ten tytuł otwiera tą wyliczankę i jednym tchem wymieniam go jako jeden z moich ulubionych tytułów wszechczasów obok takich tuzów jak Red Dead Redemption czy pierwszy BioShock - tak, "głupia ścigałka" ze względu na niesamowitą miodność doprawioną wypasioną oprawą A/V zajmuje u mnie takie zaszczytne miejsce - ten tytuł to Burnout Paradise.

    Uwielbiam to niepodrabialne uczucie obłędnych prędkości, charakterystyczne dla wyścigów spod dłuta Criterion i mimo, że ich poprzedni NFS okazał się dla mnie zbyt wymagający (mówiłem, żem lamus) to nadchodzącego Most Wanted wypatrywałem z niecierpliwością, gdyż wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że dostanę wreszcie godnego następcę mojej ulubionej ścigałki wszechczasów. Okazało się jednak, że Criterion zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko i z różnych względów nie udało mu się jej przeskoczyć (o muśnięciu nie będę pisał, bo nie chcę być złośliwy - za bardzo ich lubię... jeszcze).

    O swoim zeszło-generacyjnym dokonaniu na poletku FPSów - BLACK - ludzie z Criterion mówili "gun porn", mając na myśli skupienie się na wyglądzie i mocy poszczególnych pukawek i zniszczenia, których dokonywały w otoczeniu. W odniesieniu do najnowszego ich dziecka, na usta ciśnie się "car porn" - widać, że grę tworzy studio pasjonatów motoryzacyjnych, którzy z tych wszystkich ekskluzywnych furek potrafili wydobyć sedno ich piękna i odpowiednio je wyeksponować.


    Urzekające refleksy świetlne na karoserii samochodu, przylepione błoto, krople wody i zabrudzenia soczewki, przywodzące na myśl te z Battlefield 3, promienie słońca beztrosko odbijające się w asfalcie, blada poświata księżyca podczas jazdy nocnej, zachód słońca, wydłużający cienie, mokra nawierzchnia, a nawet takie szczegóły jak szum drzew, śpiew ptaków (Hughes Park), spadające i tańczące na wietrze liście, para wydobywająca się ze studzienek kanalizacyjnych czy potężne fale, uderzające o nabrzeże - tak właśnie prezentuje się plac zabaw, któy oddano nam do dyspozycji - miasto Fairhaven - raj dla uzależnionych od adrenaliny miłośników szybkiej jazdy.

    Z jednej strony wszechobecny aliasing, który czasem razi w oczy, uproszczone modele budynków i ogólnie obiektów, przywodzące na myśl poprzednią generację i Metropolis Street Racer z Dreamcasta (genialna gierka, swoją drogą), z drugiej - niesamowite zróżnicowanie architektoniczne, autostrada, dojazdówki, wąskie uliczki miejskie, szerokie drogi poza terenem zabudowanym, strzeliste wieżowce, dzielnice willowe, piętrowe parkingi, ogromne place, park, skład węgla, tory kolejowe, wielki plac budowy na autostradzie (przypominają się przygotowania do Euro 2012) i kilometry dróg poza miastem, biegnących wśród lasów, skał, wzgórz a wszystko to upstrzone skrótami, rozjazdami, hopkami, billboardami i stacjami benzynowymi, służącymi podobnie jak w Burnout Paradise, do szybkiej naprawy (i zmiany koloru) naszego cacka.


    Skoro już przy "cackach" jesteśmy... W NFS Most Wanted znajdziemy zaledwie 41 samochodów - niewiele, ale czy to rzeczywiście jest wada? Przyznajcie się - ilu fur tak naprawdę używacie w innych ścigałkach? Każdy dąży do jakiejś ulubionej, tuninguje ją na maxa i tylko nią zdobywa kolejne medale. Tutaj wszystkie wszystkie te cudeńka są dostępne od samego początku (oprócz 10 tytułowych Most Wanted), więc tylko od nas zależy czym się najpierw zajmiemy - trzeba je tylko znaleźć. Każdy z samochodów ma przypisane 5 wyzwań do zrealizowania (wyścigi, czasówki, ucieczki przed policją), za wygranie których (lub zdobycie drugiego miejsca) odblokowujemy różne modyfikacje i ulepszenia. Dzięki takiemu rozwiązaniu jesteśmy zmuszeni co chwilę prowadzić inne auto, co skutecznie eliminuje uczucie nudy i monotonii.


    Innym ciekawym patentem jest tuningowanie naszych wózków "w locie". Po uprzednim odblokowaniu różnych upgrade'ów mamy do dyspozycji całkiem sporą ich liczbę, co pozwala nam dostosować auto do naszych aktualnych potrzeb. Jeśli właśnie przejechaliście przez policyjną kolczatkę i jedziecie "na kapciu", szybkie wciśnięcie kierunku na krzyżaku przywołuje menu, z którego kilkoma szybkimi ruchami możemy zmienić opony na samo-pompujące się a po zjechaniu z asfaltu na bezdroża - na gumy do jazdy po nawierzchni szutrowej - podczas błyskawicznie szybkiej jazdy "Criterion-style", czasu na reakcję jest raczej niewiele, ale osoby ponadprzeciętnie rozwinięte manualnie otrzymują dosyć ciekawą broń w walce o jak najlepsze czasy i pozycje.

    Zniszczenia samochodów są równie spektakularne, co w BP (no, może odrobinę bardziej stonowane) i aż żal się robi tych wszystkich Lamborghini czy Aston Martinów, kiedy się patrzy na to, co się z nimi dzieje podczas spektakularnych kraks i dzwonów (choć do widoku maltretowanego Aston Martina przyzwyczaiły mnie już Bondy z Craigiem). Tak, panowie z Polyphony - jak się nie umie to się wymyśla bajki o obwarowaniach licencyjnych.

    Mimo, że wcześniej pisałem o skutecznym zabijaniu nudy i monotonii to jednak grze przez cały czas towarzyszy uczucie jakiejś niewytłumaczalnej pustki z braku bardziej wymyślnych atrakcji. Twórcy sami na siebie ukręcili bata, tworząc grę bliźniaczo podobną do genialnego Burnout Paradise, ale sprawiającej wrażenie pozbawionej całej masy fajnych zadań i odjechanej zabawy. Niby tutaj mamy licencje, więc i zestaw wyzwań musiał być bardziej "uwiązany do ziemi", ale wyraźnie czegoś brakuje. Być może różnica tkwi w dzisiejszym podejściu do tworzenia gier i oddechu wydawcy-molocha, który twórcy najwyraźniej czuli cały czas na swych karkach, ale gra sprawia wrażenie celowo wykastrowanej z kilku rzeczy, aby można je było opchnąć jako DLC - na duże rozszerzenia w stylu Big Surf Island z BP raczej bym jednak nie liczył - na bank doczekamy się jedynie zestawu nowych fur z przypisanymi do nich zadaniami. Mimo tych moich narzekań gra zapewnia około 30 godzin świetnej zabawy w drodze do platynki (no bo niby jak "przejść" grę wyścigową, nie wbijając calaka?) co w przypadku racerów nie jest może jakimś nadzwyczajnym wynikiem, ale też człowiek nie ma wrażenia, że wywalił 200zł w kibel.

    POD MASKĄ

    W kwestiach technicznych występuje kilka wpadek, o których należy wspomnieć. Zastanawiam się, czy wzięły się one z owianej złą sławą skomplikowanej architektury bebechów naszej czarnulki, czy też z poganiania developerów przez EA?

    Zdarzają się okazjonalne chrupnięcia animacji, znaczny spadek klatek podczas większej zadymy na ekranie, a w późniejszej fazie gry, gdy śmigamy potworami w stylu Veyrona czy Koenigsegga występują także problemy z nadążaniem konsoli w kwestii doczytywania elementów otoczenia. Gra potrafi brzydko stanąć, podczas gdy w oddali pojawia się dalszy ciąg asfaltu itp (jak w NFS Undercover, ale nie tak często i nie na tak długo). Najbardziej wkurzają jednak niewidzialne samochody - gra nie zdąży ich pokazać, a my zaliczamy dzwona z powietrzem.

    O oprawie graficznej pisałem już wcześniej, więc dodam jedynie, że fachowy design i przywiązanie do szczegółów skutecznie odwracają uwagę od drobnych niedoróbek i śmiało mogę stwierdzić, że jest przepięknie.

    Na osobny akapit zasługuje ścieżka dźwiękowa, która jest absolutnie RE-WE-LA-CYJ-NA. Kapitalne elektroniczne kawałki od dubstepu (którego nienawidzę a tutaj naprawdę mi się podoba!) do klasyki w stylu The Prodigy i Chemical Brothers. Rockowe numery jakby w tej odsłonie lekko słabują, ale i tak jest kilka które dają radę aż miło (Muse!). Jeśli jednak komuś nie odpowiada serwowany zestaw, to mamy również opcję podłożenia własnej playlisty i nic nie stoi na przeszkodzie, by kolejne zakręty pokonywać do taktów "Ona tańczy dla mnie" na przykład .

    ONLINE

    Granie sieciowe rozwiązano podobnie jak w Burnout Paradise, choć dołączenie do meczu trwa nieco dłużej. Cała rozgrywka opiera się o znany nam świetnie system motywacyjny Autolog i wykonywanie zadań z tzw "Speedlisty". Autolog obejmuje teraz wiele różnych aspektów rywalizacji i oprócz typowych czasów, podsuwanych nam od znajomych z sieci, mamy także ich wyniki w skokach przez bilboardy czy maksymalną prędkość na fotoradarze. Wspomniane Speedlisty możemy edytować według własnego widzimisię i tworzyć w ten sposób unikalne zestawy wyzwań dla nas i naszych znajomych z PSN, a jeśli brak nam kreatywności - zawsze można skorzystać z gotowych zestawów, przygotowanych przez developera.

    To co w multi drażni najbardziej nie ma bezpośrednio związku z samą pracą wykonaną przez Criterion, ale... Albo nie, ma - i to sporo. Podobnie jak w rozgrywce dla samotnego gracza, tak i tutaj towarzyszy nam uczucie, że atrakcji powinno być więcej - frustracja spowodowana ich brakiem wyzwala w graczach niepotrzebną agresję i każdy z wyścigów zamienia się w jedno wielkie destuction derby. Poważnie - w Burnout Paradise było tyle różnych wyzwań, że większość graczy była grzecznie skupiona na ich wykonywaniu - tutaj nawet sama gra zachęca do taranowania innych, komunikując pomiędzy sesjami, że w ten sposób podbijemy sobie level - nie muszę mówić, że ciężko wtedy cokolwiek ustawić, skoro na ekran wjeżdża non-stop tablica rejestracyjna naszego pogromcy?

    Technicznie multi wykonane jest poprawnie, komunikacja głosowa sprawuje się bez zarzutu, trochę irytują okazjonalne przycięcia animacji, ale ogólnie jest OK, a granie wraz z ogarniętymi znajomymi, wykazującymi chęć zdrowej rywalizacji, jest bardzo przyjemne i wręcz relaksujące, niestety z randomami może być wspomniany wcześniej problem i dlatego mam mieszane uczucia - nie jest to bowiem do końca wina developera, ale też nie wszystko da się wytłumaczyć prymitywną mentalnością niektórych graczy.

    ŚMIGA CZY SIĘ WLECZE?

    Mimo tak wielu uwag, które powodowane były głównie ślepą miłością do BP (przyznaję się bez bicia), według mnie to aktualnie najlepsza arcade'owa ścigałka dostępna na rynku, z tych co wyszły po NFS Hot Pursuit (bo chyba jednak poprzedni ich racer prezentował wyższy poziom). Masa świetnej zabawy w stylu mistrzów gatunku - Criterion. Mimo kilku niedociągnięć to nadal godny następca kultowego Burnout Paradise i nawet jeśli niektórzy poczuli się zawiedzeni, że to właśnie w kierunku swojej flagowej serii Criterion skręca pojazdem marki Need For Speed - po paru minutach spędzonych z tą odsłoną zapomną o tytule na pudełku i będą się świetnie bawić - taką mam przynajmniej nadzieję, bo naprawdę warto. A jeśli u kogoś uprzedzenie weźmie górę? No cóż... Pozbawia się wielu godzin świetnej zabawy na własne życzenie. Mam nadzieję, że Ty wykażesz się większym rozsądkiem.



    ZALETY: niesamowite uczucie prędkości, oprawa, udźwiękowienie, miodność...

    WADY:...której niestety nie ma tyle ile być powinno, techniczne niedoróbki, brak atrakcji w multi


    OCENA: 8/10
    Ostatnio edytowane przez Wredny ; 18-02-2013 o 19:30

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •